| Start | Super Packer | Atari Graphics Studio / AGS | Graph2Font / G2F | Mads | MadPascal |   http://madteam.atari8.info  
SKŁAD GRUPY
PRODUKCJE
scena
gry
użytki
vbxe
SPRZĘT
Sio2SD / Pajero
Sio2SD / Rocky
Stereo / Pajero
GTIA / Psychol
ANTIC + VBXE test
ARTYKUŁY
DEMO EFFECTS
LINKI
   

Buster
Moje początki i refleksje
Syzygy #8

Jak obiecałem w artykule o WinXP, chciałbym teraz opisać moją skromną osobę, jak zaczynałem moją przygodę z komputerem Atari i dlaczego dopiero teraz wstępuję w szacowne grono scenowiczów. Na koniec przedstawię też kilka moich refleksji dotyczących obecnej wizji komputera Atari wśród tzw. informatyków. No to zaczynam.

Odkąd pamiętam, zawsze marzyłem o komputerze. Podejrzewam, że był to w pewnym stopniu wpływ TV, jak i jednego z moich podwórkowych kolegów, który wówczesnym czasie (lata 80), był posiadaczem bardzo popularnego wtedy komputera, jakim był ZX Spectrum. Kiedy tylko spotykaliśmy się na podwórku, rozmawialiśmy o tym komputerze. I tak jako małe dziecko snułem sobie te marzenia. Aż przyszedł rok 1988. Wtedy moje skromne marzenie spełniło się. Od wuja dostałem w prezencie komputer. Było to Atari 65XE. Komputer ten w większości leżał w szafie zapakowany w pudełku. Ojciec podłączał go do telewizora tylko w soboty i niedziele. Oczywiście do komputera, zaraz był dokupiony magnetofon. Był to oczywista słynny XC12. Oprócz magnetofonu, zostały zakupione dwa joysticki, gdyż wtedy dosyć często bywała u mnie moja cioteczna siostra, z którą graliśmy w przeróżne gry. Ale coż. Granie, graniem, ale komputer nie tylko do tego służy. Zaopatrzyłem się w książkę "Atari Basic" i maniacko zacząłem wklepywać programy w niej zawarte. Niektóre były nawet ciekawe. Na ich podstawie, próbowałem nawet stworzyć własne. Nawet coś mi wychodziło. Oprócz tej książki, kupowałem regularnie co miesiąc czasopismo komputerowe "Bajtek". Jednak oprócz tego, cały czas grałem. Moim źródłem oprogramowania był pewien człowiek w moim rodzinnym mieście jakim jest Łódź. Miał on mały kiosk w jednym z domów towarowych i tam na poczekaniu nagrywał programy. I tak sobie egzystowałem z moim sprzętem przez lat 3, kiedy to do moich uszu dotarła informacja o pewnej rzeczy, która zwała się Turbo do magnetofonu. No, ale żeby sobie to cudo założyć, trzeba było odłożyć trochę grosza. W końcu się udało. Założyłem sobie to cudo. Wtedy dopiero zobaczyłem, co to za komfort w porównaniu do zwykłej prędkości zapisu i odczytu w magnetofonie. Wtedy również zacząłem rozmyślać nad stacją dyskietek. I tu cud. Udało się. Kupiłem rok później używaną stację Atari XF-551. I dopiero od tego momentu zacząłem używać komputera w pełni. Przez rok kompletowałem programy użytkowe (cały czas w tym samym punkcie;-))) ).

W roku 1993 jeden z moich kolegów zakupił sobie komputer. Było to niestety C64. Postanowiliśmy współpracować razem, pisząc proste użytki w wersjach na Atari i C64. Wszystko oczywiście w Basicu. Niektórzy spytają dlaczego. Nigdy nie nauczyłem się asemblera, chociaż usilnie próbowałem. No, ale co było dalej. Mój drugi kumpel kupił sobie Atari. Była to osiemsetka. Dogadaliśmy się i przyłączył się do nas. Kiedy przyszedł czas, aby pożegnać podstawówkę, pożegnaliśmy się również z komodorowcem. Ale w zamian przyjęliśmy w szeregi trzeciego człeka z Atari. Kolega dokupił do swojego sprzętu stację i zaczęliśmy działać już na poważnie.

Po roku "działania" ;-))) trzecia osoba z teamu, przestała się udzielać, więc na placu boju zostaliśmy tylka ja i mój kumpel. Razem postanowiliśmy w roku 1995 wydać magazyn dyskowy. Pomysł był jak najbardzej świetny, ale wykonanie, trochę gorzej. Ze wszystkich naszych produkcji robiliśmy tylko czołówki. Później zatykaliśmy się i braliśmy następne pomysły. I tak, pomysłów mieliśmy dość dużo, czołówek, też sporo, dokończonego programu ani jednego ;-)))). Tworzyliśmy tak do roku 1996. Wtedy na nieszczęście, moja XF-ka odmówiła mi posłuszeństwa. Męczyłem się trochę z magnetofonem. Nadal pracowaliśmy nad magazynem, jednak w 1997 roku, doszliśmy do wniosku, że to nie mam sensu (jakiż poważny błąd!!!) i zakończyliśmy działalność grupy, nawet poważnie nie zaczynając.

Przyszedł rok 1998. A razem z nim matura. Maturę zdałem, dostałem się na studia. Było cool. Wtedy w TG zobaczyłem ogłoszenie Sz. P. Vasca (Hey Vasco!!!), o tym, iż ukazał się 4 numer Syzygy. Postanowiłem napisać do niego. Jak postanowiłem, tak zrobiłem. W liście opisałem, mu moje kłopoty ze stacją. Po kilku dniach otzymałem od niego odpowiedź. Hurra! Vasco dał mi namiary na niejakiego Pigułę (Heya Piguła!!!), który mógłby co nieco wskórać z moją padniętą stacyjką. Umówiłem się z Pigułą. Pojechałem. I wtedy doznałem szoku. On, bowiem, pokazał mi twórczość scenową. Jak to się mówi: zrobiłem rybę, szczęka mi opadła, kopara zjechała; niepotrzebne skreślić. To co my stworzyliśmy, to było nic. No, cóż. Wziąłem trochę softu od Piguły, i pokazałem Marcinowi (to ten mój kumpel). Ale działalności nie wznowiliśmy.

W październiku 98 zaczeły się moje studia. Należało kupić sprzęt klasy grzyb. Niestety, zostało to na mnie wymuszone. Atari, poszło w odstawkę całkowicie. Zresztą co mogłem na nim robić. Czyste 65XE. Moja egzystencja toczyła się wówczas wokół studiów (nigdy nie byłem orłem), blaszaka i muzyki.

Nadszedł rok 2002. Od kilkunastu miesięcy posiadam emulator Atari na moim pycy, ale stwierdziłem, że to nie to samo. Jakież było moje szczęście, kiedy mój znajomy podarował mi stację dysków CA-2001. Wiedziałem, że istnieje urządzenie zwane SIO2PC. Schemat nawet dość łatwo znalazłem na stronie Monsofta. Zmontowałem układzik i działa. Poprzez irca odnowiłem kontakty z Pigułą i Vasciem. Poznałem też nowych ludzi. Wreszcie udało mi się coś zrobić dlasceny. Chociaż artykuł.

Przyszła pora na kilka refleksji. Ostatnimi czasy, dość często powraca w moich myślach pytanie: Czemu, ludzie, którzy zaczynali od Atari tak szybko się go pozbyli, a teraz śmieją się nie z komputera, tylko z ludzi, którzy nadal coś robią z tym sprzętem? Ostatnio spotkałem Marcina. Drogi nasze nieco się rozeszły. Rozmawiamy i, w trakcie rozmowy, opowiadam mu o scenie (kiedyś chciał też wejść na scenę). W pewnym momencie on mówi, że zastanawia się po co to wszystko, jest tworzone, skoro technika idzie do przodu. Zdziwiłem się. Nie potrafiłem się nic odezwać, bo zatkało mnie. Po moich przemyśleniach, stwierdziłem, że skoro, ktoś wyraża taką opinię, to nigdy nie zostanie profesjonalnym informatykiem. Przynajmniej takie odnoszę wrażenie. Człowiek taki może znać łindołsy, linuksy itp., ale skoro nie ma w nim odrobiny ciekawości, to przykro mi bardzo. W świecie komputerów nie ma szans. Każdy obecny atarowiec, ma również w domu komputer kasy PC, jest to w pewnym stopniu konieczność w obecnych czasach. Jednak, gdyby nie ciekawość, to nie byłoby tych maszyn. Cały czas pracowalibyśmy na naszych poczciwych Atarynkach.

Jest takie przysłowie, potrzeba jest matką wynalazku. Jest w nim dużo prawdy, ale nie zapominajmy, że wiele wynalazków powstało, bo ktoś zadawał sobie pytanie: Co by było gdyby? Ci, którzy tworzą na scenie w obecnym czasie, nie tworzą tego dla zysku, tylko dla przyjemności. Tego też ci "wielcy informatycy" nie mogą zrozumieć. Jak można coś robić nie dla zysku? Przykład chyba najlepsy z możliwych. A Linux? Nie dosyć, że bardzo dobry system operacyjny nie tylko na serwery, ale i dla stacji roboczych, to jeszcze powstaje na różne platformy sprzętowe (x86, PowerPC, Alpha). I jest za darmo.

Słyszałem też różne wypowiedzi na temat sceny. Jest grupa ludzi, którzy twierdzą, że koniec sceny atarowskiej jest bliski. Z mojego punktu widzenia, jako beginnera, nie mają oni racji. O istnieniu sceny może się dużo ludzi dowiedzieć poprzez Internet. Oczywiście, że ten kto nie będzie chciał, nie będzie szukał na ten temat informacji. Ja dość długo szukałem i w końcu udało mi się. Dopomogły mi w tym dwie rzeczy. Pierwszą z nich był IRC, a drugą przypadek. To właśnie dzięki IRC-owi, poznałem takich ludzi jak Azbest, Ircer, Slaves i innych. A dlaczego przypadek? Najpierw zaglądałem na kanał #ataripl. Pewnego dnia, ktoś wszedł na ten kanał i powiedział mi, że większość ludzi siedzi na #atari8. Wszedłem i tak zostałem.

Scena atarowska może jeszcze się poszerzyć, dzięki emulatorom. Choć osobiście uważam, że nic nie zastąpi oryginalnej Atarynki. Ale to jest moja osobista uwaga. Dużo ludzi, którzy w swej niechlubnej przeszłości rozstali się ze swoim Atari, gdyby tylko chcieli, mogliby pisać teksty. Ale potrzebna jest chęć. Jeśli nikt nie będzie miał chęci, nic z tego nie będzie.

Jak na razie, scenę atarowską "okupuje" stara kadra. ;-)))) Bez obrazy. Jednak miłoby było, gdyby na zlot do Vascownicy przyjechało np. 200 osób. A może nie? Co ty na to Vasco?

Na zakończenie chciałbym napisać małą ripostę dla pewnej części artykułu z Seriousa #11. Chodzi mi o artykuł kolegi Epi/Allegresse, a dokładnie o część dotyczącą edukacji. Niestety, nie mogę się zgodzić z Epim. A to z kilku powodów. Ale może dokładnie powiem o co mi chodzi. Epi twierdzi, że "humanistów wznosi się na piedestały". Moim skromnym zdaniem, wznosi się tych, którzy sobie na to zasłużyli. Bez względu na to czy są humanistami, czy też specjalistami w dziedzinach technicznych. Inna sprawa, że w polskiej oświacie panuje trochę dziwny system. Wszystkich traktuje się na równi. Jednak, to co proponuje Epi, jest również mało atrakcyjne. Zakończenie kształcenia w dziedzinie języka polskiego, czy biologi na poziomie szkoły podstawowej, byłoby karygodnym błędem. Szkoły ogólnokształcące są bardzo dobrym miejscem. Sam z przedmiotów humanistycznych nie byłem orłem (może dlatego studiuję informatyke, he, he, he ;-)))) ), jednak uważam, że lekcje polskiego, czy historii dużo mi dały. Dzięki nim wiem, kim był Bułhakow, czy jakie były przyczyny konfliktu między jednym państwem, a drugim. Ale wyobraźmy sobie, że zaistniała sytuacja opisana przez Epiego. Koniec podstawówki, koniec nauk humanistycznych. Po latach spotyka się chłopak z dziewczyną (nie śmiać się, ja mówię poważnie), on skończył uczelnie techniczną, ona humanistyczną. Nie mają wspólnego języka. [Buster, to o mojej rodzinie??? - Vasco :] Wtedy tworzy się swego rodzaju rasizm. Może Epi, by mi wyjaśnił jak on to sobie wyobraża. I tyle riposty.

A teraz polecą pozdrówka: Vasco, Piguła, Azbest, Ircer, Dely, Slaves, MacGyver i wszystkich, których znam, a nie pozdrowłem. I to by było na tyle.

Buster

Od redakcji: Pozdrowienia są niemile widziane w zinach od czasów Baramaga :))), ale ze względu na debiut Bustera, dobrotliwie je dopuszczamy.

 

madteam.atari8.info © MadTeam, hosted: www.atari8.info